O autorze
Katarzyna Kozyra. Urodzona w Warszawie w 1963 roku. Rzeźbiarka, fotografka, autorka performansów, filmów, instalacji wideo oraz akcji artystycznych. W 1993 roku ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie na Wydziale Rzeźby (dyplom Piramida zwierząt pod kierunkiem prof. Grzegorza Kowalskiego). Laureatka m.in. Paszportu Polityki z 1997 roku oraz nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z 2011 roku. W 1999 roku otrzymała honorowe wyróżnienie na 48 Biennale Sztuki w Wenecji za wideoinstalację w Polskim Pawilonie Łaźnia męska. W swych pracach porusza się w obszarze kulturowych tabu oraz stereotypów zachowań zakodowanych w życiu społecznym. Od 2010 roku pracuje nad autobiograficznym pełnometrażowym filmem fabularnym. W 2012 roku założyła Fundację Katarzyny Kozyry.

Część II, (O młodych) czyli lata dziewięćdziesiąte przedłużone w dwutysięczne dziesiąte

Sorry, ale lata 90. kończą się z początkiem 2001 r. No chyba, że z jakichś powodów, których ja nie rozumiem, mają być jeszcze dłuższe - wtedy kończą się w 2007 r. a może w roku 2008, zgodnie z życzeniami kuratorów. Ważne w końcu jest, że odeszły - i co poczną osierocone dzieci?

Jak więc sobie radzą dzisiejsi młodzi, w czasie utrwalonych w skali globalnej, a w Polsce już prawie utrwalonych formatów? Czy mogą działać niezależnie od formatujących je okoliczności?
Inaczej: co w czasach ogólnej niechęci i strachu wobec "tu i teraz" bieżącej rzeczywistości? 



Czy wszystko ma podążać w kierunku, którego przykładem jest Biennale Massimiliano Gioniego w WENECJI? "The Encyclopedic Palace"?

Kierunku, w którym doświadczenia i emocje możemy oglądać w postaci wyjałowionych, usystematyzowanych i pozbawionych energii eksponatów. Życie rozbrojone?  Czy lata 90., tak bliskie życiu, mamy oglądać już tylko w muzeach?

Życie przez duże "Ż" jest przecież nieobliczalne, a Artysta chcąc je opisać, zdiagnozować nie może tkwić w formatach. Na przekór rynkowi, który wszystko chętnie formatuje do kupna. Na przekór kuratorom, którzy wszystko wrzucają do jednego wora, "porządkują" w gotowe zbiory i kolekcje…..

Czy można zwrócić sztuce bezinteresowność, przewagę "o czymś" nad "po coś"?
Jeżeli bezinteresowność jest dziś tak trudna (a może niemożliwa) dla pokolenia lat 90. to co dopiero dla osieroconych młodych.
Na naszym tle wypadaliby (wypadają?) HEROICZNIE…

Najmłodsze pokolenie nie robi i chyba nie myśli w kategoriach "rewolucji". Zresztą w tym "uproszczonym" (lecz nie transparentnym) świecie jest nawet bardzo ciężko  wskazać faktycznego wroga, a co dopiero z nim walczyć. WSZYSCY, nie tylko młodzi, pozycjonują się w kuso zakrojonych ramach. Nie oznacza to, że młodzi mają mniej energii niż MY w latach 90. czy że im w ogóle energii brak. Kanalizują ją inaczej.

Są bezkompromisowi inaczej. Choćby w kwestii technologicznych wymogów ich prac (dobra jakość projekcji, takie a nie inne materiały, takie a nie inne pomieszczenia, tak a nie inaczej zaaranżowane, taki a nie inny sprzęt)….….. 

Zwłaszcza brytyjscy młodzi kładą silny nacisk na formę, która jak wiadomo staje się treścią - The Media Is The Message.……

Używają języków z Facebooka, Twittera, Wikipedii, przeszukują Internet wyławiając kąski z cyfrowego rosołu. Za pomocą programów komputerowych wytwarzają i przetwarzają obrazy, dźwięki, efekty wizualne i dźwiękowe łącząc je w kompozycje, które następnie przenoszą do przestrzeni konwencjonalnej, czyli do sali wystawowej.

Taką ciekawą, bogatą wizualnie i dźwiękowo realizacją jest praca Eda Atkinsa. Z aranżacji pracy w CSW widz może wynieść - fizycznie:)! - małą czarną książeczkę autorstwa artysty. Tytułowy Tumor znajduje się pod lewą łopatką. Ja w obawie przed zarażeniem nie przeczytałam książeczki, od której zdaniem autora dostaje się "nowotwora" :). Kapitalną rolę odgrywa w tej aranżacji dźwięk i nie do końca mimetycznie wygenerowane obrazki.



Artysta Matthew Darbyshire bez problemów łączy ze sobą dwa różne budynki - Pałac Kultury i  brytyjski The Public oraz rysunki, rzeźby - wizerunki z polskiej historycznej przeszłości lat 50. Również on przenosi swoją kompozycję z przestrzeni cyfrowej do 3D sali wystawowej...



Na tym tle, wrażeń wychodzących z wnętrza metalowej "puszki" (komputer) zaskakującą taktykę stosuje Grzegorz Drozd. Praca jest nieestetyczna również nieczytelna. Odpycha fizyczna brzydota. Dopiero po odczytaniu tytułu wciąga i zaczyna się "czytać" ("Natura walki powoduje, że im większą siłę w nią wkładamy tym większą moc dajemy temu z czym walczymy"). Wyróżniająca to postawa na tle dźwięków i barw prac kolegów i koleżanek, których nazwiska są częścią składową Drozda pracy.



Na drażniącą zmysły, ale w jakimś sensie ładną instalację Haroona Mirzy "Kwaśne rządy" składają się: strumienie energii elektronicznej, kolorowe pulsujące światła, rytmy, częstotliwość zmiany elektronicznych dźwięków i kolorów etc., czyli wszystkie te - intensywne bodźce, które dręczą współczesnego człowieka... Na głośniku bez obudowy podskakuje aspiryna, która puszcza do mnie oko. Wydaje suchy stukot obijających się o siebie - kości? Kościotrupka? Aspiryna, czyli środek do kontrolowania bólu.




Choć wydawać się może, że niektórzy młodzi pozostają związani z kierunkiem zainicjowanym w latach lat 90., np. poprzez chęć silnego wpływania na emocje widzów, to robią to ciszej i skromniej. Moja faworytka to praca "Rysunek" Konrada Smoleńskiego. Praca bardzo mocno pogrywa na emocjach …….………. Taktyka polega tu na tym, że fizyczny ból, który zadaje sobie artysta pejczem teleportuje się na  obserwatora. Fizyczny ból autora staje się psychiczną udręką obserwatora. Tym bardziej boli im bardziej  absurdalne te samooskarżenia……. "Nie chodziłem na rysunek"; "Jestem nieodpowiedzialny"; "Jestem bezproduktywny"............. "Zawiodłem panią profesor" !



Autoportret Smoleńskiego z dziurą w głowie po wylocie (nie wlocie pocisku) to też interesujący statement. Nie jest to przedstawienie z filmów wojennych jednak barwa obrazu podszywa się pod kolor gleby. A może podszywa się pod zakurzone portrety naszych polskich antenatów...



Praca Franciszka Orłowskiego "Pocałunek miłości" to dokumentacja akcji, w której artysta wymienia się ubraniami z bezdomnymi. Powoduje, że widz wzdryga się na samą myśl o zamianie roli z artystą. Nakładanie na własne ciało ubrań osoby bezdomnej... Otwartość czy zainteresowanie relacjami ze społeczeństwem, społecznościami, ludźmi to również wątek bliski latom 90. choć u Orłowskiego mają inny deseń. Wmontowanie w marną "jednopensówkę" mikrofilmu przedstawiającego londyńską ścianę płaczu i puszczenie jej w obieg otwiera drogę wyobraźni. Podawana z rąk do rąk, wymieniana, transferowana, upuszczana, deptana, podnoszona kojarzy się nie tylko z bidą z nędzą i marnością, ale jest też komentarzem z rodzaju: znojna walka o byt, ŚWIAT i EKONOMIA .… Ciekawym skojarzeniem sentencji JPII z oponą, tzw. łączeniem nieba i ziemi jest praca "NIECH ZSTĄPI DUCH TWÓJ! NIECH ZSTĄPI DUCH TWÓJ! I ODNOWI OBLICZE ZIEMI. TEJ ZIEMI"  ALBO oryginalnym pomysłem na połączenie nieba i ziemi jest opona z wygrawerowaną w niej sentencją JPII.



Elizabeth Price, laureatka zeszłorocznej nagrody Turnera, rocznik '66, wymieniona jest na wystawie BBPP w sekcji młodych. 
Praca ta to dla mnie kotlet mielony ("The Woolworth Choir"). Składa się z poszatkowanych obrazów historycznego pożaru, historycznych materiałów dotyczących badań nad pożarem oraz wyników tych dochodzeń, współczesnej cyfrowej wizualizacji rezultatów dochodzeń, skrawków wizualno-dźwiękowych, kobiecych chórków muzyczno-choreograficznych - popularnego rozrywkowego formatu TV lat 70. oraz zeskrawanych wypowiedzi naocznych świadków do formy transkrypcji imitujących pismo maszyny do pisania, zdjęcia z książek o historii architektury potrzebnych by zdiagnozować  pochodzenie słowa chór.... To poszatkowanie wraz z "klikaniem" przypominającym przeskakiwanie slajdów w rzutniku, nasuwa skojarzenia z  wykładem ilustrowanym  slajdami z lat 70. Po dzisiejszemu - biznesowa prezentacja powerpointowa tyle, że bez obecności człowieka.



Agnieszka Polska również recycluje. Wynajduje ciekawe historie z niedalekiej przeszłości, które metodą współczesnego wideo kolażu rozwija w nośne opowieści. Można je czytać jak komentarze do współczesności. Tak widzę prace "Ogród". Jest to opowieść artysty, który opuścił pole sztuki i opowiada o swoim ogrodzie z takim przejęciem jakby opowiadał o swoich działaniach artystycznych.



Ciekawym pomysłem kuratorskim jest zestawienie przestrzennych prac Katarzyny Przezwańskiej z obrazami Jakuba Juliana Ziółkowskiego.



Ale czas na jakąś konkluzję: 
W moim zdaniem prace młodych polskich artystów na pierwszy plan wysuwają treść a poszukiwania formalne nie są w ogóle żadnym priorytetem. W przypadku Brytyjczyków pochylam się nad ich inwencją dotyczącą kwestii formalnych oraz podziwie dla samej siebie, że tyle czasu poświęciłam podziwianiu ich wirtuozerii. Mimo, że ten rodzaj wypowiedzi artystycznej nie jest mi aż tak bliski to przekonuje mnie do nich to że SZUKAJĄ, że są w trakcie i że w te poszukiwania bardzo serio są zaangażowani. Autentycznie fascynuje mnie praca Eddie'go Peaka "Vacuum Formed Hand Grenade Drinking Vessel (12 Minute Nocturnal Jealousy Dispute)", ale kompletnie nie wiem jak ją ugryźć... Tak konwencjonalnie? Natura, kultura, ciało i sztuka?




Na warszawskim otwarciu było mi żal brytyjskich młodych. Sprawiali wrażenie zagubionych, wyizolowanych........ Czyżby tak wraz z dzisiejszymi YBA kończył się imperialny impact YBA (tych właściwych)?

ps
Kuratorzy BBPP do części poświęconej młodej generacji zaprosili o wiele mniej kobiet niż do części historycznej lat 90. (procentowy udział zaproszonych kobiet do swego Biennale Gioni również ograniczył do ok. 20%). Czy jest to znak "sformatowanych" czasów?
Trwa ładowanie komentarzy...