REFLEKSJE NA TEMAT LAT 90. i dzisiaj - część I

Bardzo ciekawy pomysł z taką wystawą podwójnie zestawiająca: lata 90. XX wieku i teraźniejszość, Polskę i Wielką Brytanię. W podtytule mieści się jeszcze człon „On the Edges of Europe”. Fakt - obydwa kraje leżą na obrzeżach Europy, ale obydwa lubią myśleć o sobie, że są pępkiem świata :).

Na pierwszy rzut oka wystawa - samograj: z jednej strony artyści YBA (Young British Artists), z drugiej polscy artyści nurtu sztuki krytycznej - tej właściwej z lat 90. i tej „wydłużonej" (wg tezy Toma Mortona), plus najmłodsze pokolenie – to jeszcze nienazwane i „niewetykietowane”. Tasiemiec, którego wspólnym nośnikiem jest teza o PEWNYCH podobieństwach czy też PEWNEJ symetrii zjawisk zachodzących Tu i TAM w sztuce, a w podtekście dodatkowo pytanie: co (i czy) młodsze pokolenie wzięło z rewolucyjnych lat 90.?



Ogromna wystawa - w sumie 64 artystów, więcej niż 140 prac. Otwiera ją „Piramida zwierząt" - moja praca dyplomowa z 1993 roku. Koń, pies, kot, kogut postawione jedno na drugim. Kolejno: zakupione, uśpione, wypchane i (na koniec) umocowane jedno na drugim. Kulturowo to zwierzęta utylitarnego użytku. Pracy towarzyszy dokumentacja wideo procesu zabijania i preparowania konkretnego konia, przeznaczonego tu nie do konsumpcji, lecz na podstawę/postument dla kolejnych zwierząt. W tle (choć możemy tę wystawę oglądać też od przeciwnej strony i wtedy na pierwszym planie pojawia się dzieło autorstwa Damiana Hirsta - pierwszej gwiazdy YBA „Away from the Flock" z 1995 roku) przepołowiona owca umieszczona w dwóch identycznych modułach z formaliną. Widz może się między nimi przejść przyglądając się we wnętrzu przepołowionego zwierzęcia…


Dlaczego opisując „Piramidę…” kładę nacisk na słowo „konkretny”, konkretny KOŃ? A opisując „Away from the Flock” używam słowa „moduł”? Ponieważ kuratorzy Marek Goździewski i Tom Morton, zestawiając symetrycznie pod względem tematów prace polskich i brytyjskich artystów: o śmierci, o uprzedmiotawianiu zwierząt, o kalectwie, o chorobie, o starości, czyli o wszystkich tych „horrorach" (w pojęciu społeczeństw dążących do coraz brutalniejszej konsumpcji), wydobywają - być może niespodziewanie również dla nich samych - najważniejsze RÓŻNICE. Łeb krowy rzucony na środek Galerii, oblepiony muchami (pierwsza akcja Hirsta w 1990 roku) zamienia się w stwarzający dystans multiplikowany moduł.

Damian Hirst i YBA szybko odnajdują się w rynku. CZY TEŻ RYNEK ODNAJDUJE ICH.
Natomiast z „Piramidy zwierząt” wynika „Olimpia” - zresztą też na tej wystawie pokazana. Praca ta sprowokowana była bezprecedensowym linczem medialnym jaki musiałam przeżyć z powodu ujawnienia procesu powstawania „Piramidy Zwierząt”, bo przecież nie z powodu samego estetycznego obiektu. W „Olimpii" – instalacji składającej się z trzech fotografii i filmu wideo – po prostu wystawiam siebie. Wystawiam siebie - zaszczutą zwierzynę - upozowaną wprawdzie na manetowską Olimpię, ale nie do końca wabiąca oko - wyniszczoną i łysą w trakcie chemioterapii. Instalacje zamyka fotografia pokazująca starą wychudzoną babcię z domu opieki.


Damian Hirst staje się Championem rynku. A ja w tym czasie? Oddaje część mojej pracy kolekcjonerowi, który upiera się by kupić jedno jedynie zdjęcie z „Olimpii" (to najbardziej „manetowskie”). Wciskając mu, to czego on nie chce (za darmo!), czyli dwie pozostałe fotografie i film, zachowuję za wszelka cenę spójność dzieła. JEGO sens - nadrzędny cel.

Kolega z pracowni Kowalskiego, Paweł Althamer, dziś jakby "zamrożony" przez Massimiliano Gioni na Biennale w Wenecji, daje radę do dziś zachować procesualność. Na wystawie „British British Polish Polish" i on prezentowany jest pracą dyplomową – woskowym autoportretem naturalnej wielkości. We współczesnej prezentacji zabrakło jednak filmu wideo, który przecież towarzyszył rzeźbie. Widać na nim było nagiego Althamera uciekającego (zamiast zdawania końcowego egzaminu!) do lasu. Dyplom jest niepełny - szkoda bo byłby ciekawym kontrapunktem dla wideo Angusa Fairhursta, w którym autor filmuje siebie szamocącego się w kostiumie goryla by na koniec, z trudem oswobodzony, stanąć nagim.

Również trzeci dyplom prezentowany na wystawie pochodzi z tej samej pracowni - pracowni prof. Kowalskiego, z tego samego roku (1993). Jacek Markiewicz pokazuje siebie nago na podłodze, pieszczącego rzeźbę ukrzyżowanego Chrystusa. Dopełnieniem tego aktu jest osobny film pokazujący ojca artysty i pracownika konfrontowanych „na żywca", „z religijna inicjacją” syna i pracodawcy. To zdarzenie było częścią instalacji dyplomowej.

Angus Fairhurst popełnił samobójstwo, za to łóżko Tracey Emin, które znalazło się na wystawie jest już tylko konwencjonalnie zasłanym mieszczańskim łożem przykrytym narzutą z inskrypcją.

Zachowała częściowo do dziś procesualność Gillian Wearing. Na wystawie pokazana jest praca z 1995 roku „Dancing in Peckcham". Ciekawie byłoby ten jej autystyczny występ taneczny skojarzyć z „Lekcją śpiewu” Żmijewskiego, w której chór głuchoniemych „śpiewa" msze Maklakiewicza.

UPRASZCZAJĄC: sztuka brytyjska ewoluowała tak by mogła stanąć w salonie bogatego kolekcjonera, polska sztuka lat 90., a na pewno „tych właściwych", zachowywała swą procesualność…

Mimo podobieństw różniły się zasadniczo te „nasze" i „wasze” (brytyjskie, zachodnioeuropejskie) lata 90. Różnica wynikła z niezależnych od nas, w sensie – jednostek, okoliczności. Wydaje mi się, że i My i Wy wykorzystaliśmy dane nam szanse do końca, choć szanse były odmiennie… Dla was szansą był rynek, u nas jego brak. U was kiełkował neoliberalizm, u nas chaos i brak formatów. Wojciech Krukowski z Akademii Ruchu mógł zostać dyrektorem nowopowołanej instytucji sztuki - CSW Zamek Ujazdowski - i stanąć ponad kuratorami. Dyrektorka oficjalnej publicznej galerii, Anda Rottenberg, mogła kupić moją „Piramidę zwierząt” bez pośrednictwa rynku tzn. galerii komercyjnej, a nawet wbrew panującym w prasie nastrojom. Wyleciała za to z instytucji za wystawy Uklańskiego i Cattelana - artystów na zachodzie etablowanych rynkiem. Debiutującemu artyście, Jackowi Markiewiczowi, udało się nakręcić część swojego dyplomu w Muzeum Narodowym, zdjąć średniowieczny eksponat ze ściany, rozebrać się i się na nim położyć - dziś już nie do pomyślenia! U was była cenzura rynku, u nas kompletny brak JAKIEJKOLWIEK cenzury (komunistyczna właśnie została zniesiona, a rynkowa jeszcze niewyartykułowana). Wolność więc "od wszystkiego" i ze wszystkimi jej konsekwencjami.

Dla mnie wydłużone lata 90., o których mówi Tom Morton, to inaczej taka „druga fala rewolucji", istniejąca już bardzo świadomie wewnątrz systemu, przyjemniejsza, więc (a jakże!) dla oka lub przynajmniej wiedząca jak swą „nieprzyjemność” sprzedać. A najmłodsi? Ta trzecia (czy rzeczywiście?) fala. Czy i co w nich pozostało z lat 90.? Z moich (bezkompromisowych) lat 90.? Ciąg dalszy nastąpi - o młodych za dwa tygodnie...
Trwa ładowanie komentarzy...